Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
I just wanna fly...


5. Walka! Hidan vs. Tsuki

Dwoje walczących stało na środku dojo, patrząc na siebie złowrogo. W końcu Hidan sięgną po swoją kosę.
- Zabawa w Ponurego Żniwiarza?- Zaśmiała się Tsuki. Była cała mokra, lekko się trzęsła.
- Gorzej, kotku.
- Kolejny...- prychnęła.
Zaczęli krążyć po niewidzialnym kole, ciągle naprzeciw siebie.
- Nie zaczynasz, zrobię to ja!- Wykrzyknęła dziewczyna, zbierając w swoich pięściach chakrę, rzucając się na srebrnowłosego. Zanim użyje Jutsu, chciałaby poznać umiejętności Hidana.
Mężczyzna odskoczył przed ciosem. W jednej ręce trzymał swoją kosę, a druga złapał Tsuki za nadgarstek. Jednak dziewczyna wykorzystała to, i rzuciła nim o ścianę. Hidan walnął całym swoim ciałem w powierzchnię ściany. Upadł, ale od razu się podniósł.
~ HIDAN~
Mimowolnie jęknąłem z bólu. Ale ta laska ma siłę...
Sięgnąłem po kosę, która upadla po zderzeniu.
- A wiec bawimy się na serio? Hehe...- Zapytałem i zaśmiałem się.
Nie czekając na odpowiedź, naparłem na nią. Wystarczy tylko mała kropelka krwi...
Raz po raz próbowałem ją zranić, jednak ona ciągle cofała się. Denerwowało mnie to.
W końcu wymyśliłem, ze lepiej ją sprowokować.
- Ciągle się cofasz, nawet nie atakujesz! A taką twardzielkę grałaś...
Chciałem jeszcze cos powiedzieć, ale to jej wystarczyło. Złapała moją kosę, i kopnęła mnie w twarz. Błyskawicznie wyciągnąłem kunaia, raniąc jej stopę.
- Już jesteś martwa! Wiesz, jak boli mnie ten złamany nos!?
Znów się na mnie rzuciła, niczym prawdziwa kocica, uderzając mnie nogą w brzuch, a ręką w szczękę.
Jeżeli będzie tak się bawiła dłużej, nie narysuję koła…
Wyjąłem z kabury jedną kulkę dymną. Czekałem, aż całą salę wypełni dym. Zacząłem krwią rysować znak Jashina- samy, ale… Ona znowu mnie zaatakowała! Jedynie w ułamku sekundy, podczas którego uderzyła mnie w… przyrodzenie xD… zauważyłem, że ma jakieś takie dziwne uszy… takie… szare… i nie na miejscu…
Gdy dym opadł, mogłem się jej lepiej przyjrzeć. Stała w pozycji bokserskiej, ale… była… trochę jak… Kocica!
~TSUKI~
-Debil, kurde, szczyl jebany, zabiję go!- myślałam. Przez niego musiałam wykorzystać pierwszą fazę transformacji. Uszy, oczy oraz zęby stały się kocie. Dorósł mi też ogonek ^^
Na drewnianej podłodze zauważyłam trójkąt z niedokończonym wokół niego kołem. Miałam przeczucie, że jeżeli koło zostanie zamknięte, stanie się coś… niefajnego.
Patrzył chwilkę we mnie jak wryty, a z pod ściany dobiegł do mnie szmer uznania. Jednak po chwili na twarzy Hidana zagościł wredny uśmieszek. Boże, jak on mnie irytuje!
Nie miałam jednak zbyt wiele czasu na myślenie, ponieważ nie zauważyłam pewnego szczegółu. Stał po środku tego koła, i zwinnym, szybkim ruchem zakończył je rysować. W tedy poczułam jakby ucisk w sercu, które na moment przyspieszyło.
- Zostałaś przeklęta- wysyczał, i wyjął zza płaszcza długi, rozsuwany teleskopowo (czy jakoś tak xD ) pręt, zakończony ostrym czubkiem.
Nie za bardzo zważając na jego słowa, ruszyłam na niego z kunaiem, a on… stał. Wbiłam mu kunai w bark, i…
Poczułam, jakby zimny jak lód przedmiot bardzo szybko wsuwa się w mój bark, przebijając mi go na wylot. Zawyłam, nie wiedziałam, co się dzieje. Przecież mnie nie zaatakował!
Odskoczyłam szybko od niego, i spojrzałam w jego stronę.
Stał, głowę odsunął na plecy, na twarzy gościł mu błogi uśmiech. Z barku ciekła krew. Tak samo jak z mojego. I w tedy użyłam mojej taktyki: Taktyka zasady.
Zasada pierwsza- Hidan jest masochistą, więc chyba ból mu nie przeszkadza.
- Ihihihihi!- zaśmiał się Hidan. Myślałam, że też wybuchnę śmiechem. A raczej wybuchnęła bym, gdyby nie groza sytuacji.
Zrobiłam sobie przerwę na myślenie i przeanalizowanie sytuacji.
Hidan powiedział, że mnie przeklną, i na pewno ma to coś wspólnego z tym kołem. Gdy go zaatakowałam, i uderzyłam w bark, zostałam zraniona w te samo miejsce, chociaż nic nie robił. A wszystko zaczęło się od tego koła. Kurcze, kostka mnie swędzi… zadrapanie? Skąd się ono tutaj… no tak! To było w tedy, gdy mnie sprowokował! To nie od koła się zaczęło, tylko od tego zadrapania… tylko poco mnie zranił tylko w kostkę… po co zranił mnie w kostkę… PO co mnie ZRRANIŁ? Kurcze! Co łączy to wszystko: zadrapanie- koło- rana w barku…zadrapanie…- koło… rana…- No tak! KREW! To wszystko łączy krew! A więc krew jest kluczem! Jestem przeklęta… przez krew! Tą ranę na nodze zrobił po to, by zdobyć moją krew! Użył jej, aby mnie przekląć! Ale na czym polega to przekleństwo? Rana w barku… ja go zraniłam… zraniłam siebie… TAK! Już wiem! Powiązanie ciał! A koło… jeszcze koło… po co mu koło… klątwa… koło… No jasne! To takie proste! Musi stać w kole, żeby klątwa działała!
Teraz mogę ułożyć plan.
Najpierw wywabić go z koła. Potem szybko unieruchomić i zaatakować … proste!
Uśmiechnęłam się chytrze tak jak Hidan, jednak gdy myślałam, nie zauważyłam, w jakie miejsce celuje ten drut. Prosto w moje serce… prosto w JEGO serce… A wyglądał na takiego, co lubi męczyć ofiary.
Użyłam Jutsu Karminowego Ciosu. Jest to Jutsu polegające na jak najszybszym i jak najmniej zauważalny sposób zabrać broń przeciwnikowi. Stanął zdziwiony. Zabrałam mu wszystkie kabury z orężem, oraz ten pręt. Wszystko to rzuciłam pod ścianę. Teraz czas na perłowe kopnięcie!
Jest to kopnięcie polegające na kopnięciu przeciwnika w pierś z wielką szybkością, oraz z głośnym krzykiem.
Niestety, chwilkę ja też czułam efekty kopa, ale cóż mowie się trudno xD
- Teraz zginiesz…- wysyczałam.
OMG, ale on szybki! Nawet nie zdążyłam uwolnić większej ilości chakry Demona, on stał przede mną, i kopał mnie w brzuch, łamiąc mi żebra. Połamał mi cztery. Czułam te trzaski i kłucie kawałków kości w narządy.
Na szczęście, oddaliliśmy się od jego koła. Teraz nie traciłam czasu na groźby, od razu zaczęłam działać.
- Tygrys! (Przywołanie chakry Nekomeku) Pies, tygrys, ptak, smok, koń, smok, tygrys, ptak, pies!- Genjutsu Śmierci!
Wbiłam wzrok w Hidana, który szeroko otworzył oczy ze zdumienia i z bólu. Zachłysnął się powietrzem, nie mógł go uwolnić z płuc. Po jego brodzie pociekł strumyk krwi. Upadł na kolana, chrapliwie wypuścił powietrze, i wrzasnął z bólu. Prawie opadł na twarz, ale podtrzymał się łokciami.
- Ja… umieram…- wśród wszechobecnej ciszy jego szeptane słowa brzmiały wyraźnie.
A reszta… wybuchnęła śmiechem. Tylko Pein i Konan stali niewzruszeni, przypatrując się mi.
Czułam, jak chakra w szybkim tempie ulatuje z mojego ciała. Ale trzymałam się dzielnie dotąd aż Pein ogłosił, że Hidan przegrał walkę.
Pamiętam tylko ból głowy, która z impetem uderzyła w podłogę.


Kyumi- chan 7/12/2008 01:10:11 [komentarzy 3] Komentuj

X



Ten obrazek pasuje do momentu, gdy dei leciał xD

Kyumi- chan 25/10/2008 22:21:22 [komentarzy 1] Komentuj

4. Genjutsu śmierci- trening i walka!

For Arisa- chan -o^


Odłożyła narzędzie( szczotkę to kibla xD), i chwyciła rulon w dwie dłonie. Był lekko mokry, i strasznie mały. Prawie tak mały, jak wiadomość, którą można dołączyć do nogi ptaka.
Odłożyła go, po to by wysechł, a ona dokończy prace...
- I tylko rozpakowanie, i koniec!- Rzekła zmęczona, jednak zadowolona z siebie Tsuki, ponieważ cały jej pokój jak i łazienka lśniły czystością. Jeszcze tylko odpieczętować rzeczy ze zwoi...
Była czternasta, dziewczyna rozpieczętowywała kolejny zwój z jej ubraniami, gdy nagle o czymś sobie przypomniała.
- Tamten malutki zwój! Pewnie już wysechł.
Wzięła zwój delikatnie w ręce, i rozwinęła go po woli. Ujrzała pierwszy napis: „Genjutsu Śmierci”
- Co to kurde ma być??- Pomyślała.
Rozsunęła go do końca. Pismo było drobne, ale na szczęście nierozmazane. Zaczęła czytać:
- Genjutsu śmierci- genjutsu rangi A, Zostało wymyślone przez Mędrca Sześciu ścieżek, bla bla bla... Może sprawić, że każdy odczuje ból śmierci... O rzesz ty... To jest genialne! Skończę tylko rozpakowywanie, i spadam to trenować!
- Tsuki- chan!- Do pokoju dziewczyny wpadł... Kto?
Tobi!
- A ty czego tu znowu!?
- Tobi przyszedł powiedzieć, że obiad już się skończył ^^
- OMG... Jeżeli nie przyszłam na obiad, to znaczy, że nie interesuje mnie, kiedy się skończy! WYNOCHA!
- Dobra, już Tobi idzie...
***
Po skończonej pracy Tsuki postanowiła zapytać się kogoś, o jakieś pole treningowe.
- Deidara- odpada! Tobi- tylko gdzie on ma pokój... Dobra, idę do pokoju obok!- Pomyślała, i tak zrobiła.
Zastukała w drzwi. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął... Sasori?
Oczy rudowłosego zwęziły się do malutkich szpareczek. Tsuki zrobiła się strasznie mała pod ciężarem jego wzroku.
- Chciałaś coś?- Wysyczał.
- Ja chciałam się... Tylko zapytać... Gdzie jest jakieś pole treningowe...
- A jednak chcesz trenować?
- Tak... Ale nie z tobą!
- Jak chcesz- Jego głos był tak zimny jak mróz, który atakuje uszy podczas zimy
Wyszedł z pokoju, lekceważąco omijając dziewczynę. Potem zaczął walić pięścią w pokój Deidary.
- Deidara! Masz tej smarkuli pokazać jakieś pole treningowe!
- Że niby, kurwa, co!?- Krzyknęła dziewczyna.
- Ni- co, dzieci i ryby głosy nie mają!- Rzekł Sasori, odwracając głowę w stronę Tsuki.
- Kisame się obrazi...- Warknął Deidara, wychodząc ze zbolała miną ze swojego pokoju. Wbił ręce w kieszenie, i mruknął:
- Chodź, niunia, un...
I w pysk! Prawy sierpowy!
- Czy ja coś mówiłam na temat „niuni”? A może mam powtórzyć!?
- On już się nie odzwyczai- Sasori zaśmiał się wrednie, i zniknął w swoim pokoju.
Tsuki prychnęła. Chłopak wstał, i niczym niewzruszony, może tylko bardziej zły, ruszył ku parterowi, potem ku tunelowi. Tsuki szła cały czas za nim, także zła. Cały czas trwała cisza. Tylko odgłosy kroków w tunelu zmącały te trwanie.
Doszli do wyjścia, jak zwykle padało. Deidara stworzył ptaka, i wskoczył na nie go, zakładając Sakkata (ten akasiowy słomkowy kapelusz xD). Tsuki użyła Jutsu Skrzydeł, i już leciała za Deidarą... A raczej pod Deidarą, żeby na nią nie padało.
Lecieli jakieś 15 minut, gdy granice wioski się skończyły. Razem z nimi znikła ulewa, a Tsuki leciała teraz obok Deidary. Spojrzała w jego stronę, i ujrzała inny niż mogła się spodziewać wyraz jego twarzy. Nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek na jego buzi zaistnieje taka mina.
Klęczał na jednym kolanie. Twarz wystawił do przodu, wiatr mieszał mu we włosach. Leciutko się uśmiechał, miał pół- otwarte oczy...
W tej chwili Tsuki zaliczyła drzewo, leciała za nisko. Cały czar, który nią owładną, znikł niczym rozsądek po wypiciu sake.
Tak samo znikło Jutsu.
Oszołomiona dziewczyna spadała w dół. Kilkakrotnie obiła się o konary drzewa. Gdy już prawie można było się spodziewać po niej mokrej plamy, ptak Deidary wleciał pod nią (włochata myśl O.o). Zapadła się w miękką glinę.
Chłopak, który zeskoczył z figurki, nie zaczął na nią wrzeszczeć, tylko zły powiedział:
- Nawet walkę przeciwko drzewu byś przegrała, niunia, un. Lepiej pospiesz się, bo sobie nie potrenujesz.
- Kurde, ale wtopa- pomyślała Tsuki- Hm, ciekawe, o czym Deidara myślał. Najpierw był wściekły, potem na ptaku wręcz szczęśliwy, a teraz znowu wkurzony. Co z nim jest nie tak?
Znowu użyła swojego Jutsu. Ale teraz lecieli jakieś 5 minutek, dosłownie chwilunię. Wylądowali na wielkiej polanie.
- No, fajnie, teraz możesz sobie iść ^^- Rzekła Tsuki.
Deidara prychnął
- Jest podła, po co ją lider tu chciał, un. I dlaczego mi tak bardzo JĄ przypomina!? UN!- Pomyślał Dei. Wskoczył na ptaka, i powiedział.:
- O 20.00 Po ciebie wrócę, niunia, un. Albo, mam taką nadzieję, przyjdzie ktoś inny.
- SPIERDALAJ MI Z TĄ NIUNIĄ!
- Ale ty dziś miła...
- Won!
Gdy Deidara odleciał, zaczęła rozwijać zwój.
- Totalna koncentracja... Duże pokłady chakry... Znakomita znajomość genjutsu... Idealna kontrola chakry... Wszystkie punkty spełnione. No! A teraz do dzieła!
Dziewczyna wujutsowała Klona.
- Tygrys! (Przywołanie chakry Nekomeku) Pies, tygrys, ptak, smok, koń, smok, tygrys, ptak, pies( Hello Kitty xD)!- Genjutsu Śmierci!
Widok był okropny. Jedna Tsuki stała oniemiała, a druga krzyczała, zwijała się z bólu, jak pająk, któremu powoli, jedna po drugiej, odrywano kończyny. Nie mogła się ruszyć, ból ogłuszył jej umysł, po głowie błąkała się tylko myśl śmierci...
Prawdziwą Tsuki wmurowało. Migiem zakończyła Jutsu, anulowała klona. I od razu tego żałowała, bo całe uczucie bólu przeszło na jej ciało. Czuła tępe walenie w tył czaszki, bolały ją oczy, zęby, nawet włosy. Nie mogła ustać na nogach, myślała, że są połamane, zgniecione, zmiażdżone...
Zemdlała.
~TSUKI~
Ktoś klepie mnie po policzku... Ała... Jak mnie wszystko boli, kurwa! Co się stało? Ach... Pamiętam... Te genjutsu...
AŁ!
- Kurwa, zaraz ci przyjebię, jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz!
- Tobi przeprasza!
- Tobi? Myślałam, że to Deidara...
- Deidara- Sempai powiedział, żeby przybiegł po ciebie. Powiedział, że on nie może, bo ma wiele spraw do zrobienia.
-Tia...- Pomyślałam- „Wiele spraw do zrobienia...”
Wstałam i lekko się zachwiałam. Chwyciłam Tobiego za ramię. Nadal mnie wszystko bolało.
- Która godzina w ogóle?
- Za dziesięć dwudziesta pierwsza ^^
- TAK PÓŹNO!? JA WALKĘ ZACZYNAM O DWUDZIESTEJ PIERWSZEJ!!!
- No, to trzeba się spie...- Ledwo dokończył, już go wyminęłam. Zaczęłam biec po gałęziach. Po chwili zdałam sobie sprawę, że posiadam takie Jutsu, które sprawia, że wyglądam jak aniołek. Użyłam go. Po kolejnej chwili, zauważyłam, że nie wiem, gdzie idę.
- Kurwa, ta moja tępota...
Przystanęłam na gałęzi, powoli zbliżyłam ucho do pnia drzewa. Sekundę później, znałam drogę powrotną.
- Dzięki ^^!- Krzyknęłam do... Drzewa??- Ja naprawdę jestem pojebana...
Ruszyłam migiem do organizacji. Leciałam z nitrem, nie chciałam się spóźnić na walkę. Zmokłam do suchej nitki...
Wleciałam do tunelu, szybko pobiegłam ku drzwiom, i miałam problem...
- Kurwa, jak to, kurwa otworzę!? KURWA!!!
- Nie przeklinaj, niunia, un, bo małe dzieci nie powinny używać, brzydkich słów...
- Zamilcz, i mnie zaprowadź do dojo!
- Jasne, niunia, un...
- Jeb się...
- O, Tsuki- chan! Juz myślałem, ze się zgubiłaś!- Przede mną wyrósł Tobi.
- BO SIĘ IDIOTO ZGUBIŁAM!!!
- Niunia, un, choć lepiej, bo...- Zerknął na swój zegarek-... Od trzynastu minut trwa walka...
- ZAMILCZ!
Deidara westchnął. Ruszyliśmy schodami na strych. Chłopak otworzył drzwi.
- Proszę, księżniczko- niunia, un...
Gdybym miała czas, walnęłabym go w tą blond kitkę.
-O, nasza kicia zmokła?- Zapytał przesłodzonym głosem srebrno-włosy mężczyzna, uśmiechając się do mnie dziecinnie.
- ZAMILCZ!
- To jej ulubione słowo, przyzwyczaj się, un!- Pod ścianą stała reszta organizacji.
- Zacznijcie walkę- rzekł zimnym głosem LiDeReK ( na przekór Arisie- chan xD).


Wiem, wiem... długo czekaliście xD Ale mi sie po prostu nie chciało! A Ame, niech nie będzie zła! To moje opo! Mogę w nim uśmiercić każdego!
AlE zE mNiE ZuO!
Muehehehehe!

Kyumi- chan 25/10/2008 17:18:30 [komentarzy 4] Komentuj

3. Śniadanie, zebranie i sprzątanie- „ A co to za zwój?”

Nocia for Kyu ketsuki x3


- Ona kłamie!- Krzyknęła Konan w biurze lidera.
- Wiem- Rzekł spokojnie mężczyzna
- I nie zareagujesz?
- Nie. I tak zginie, przecież wiesz.
- Myślisz, że się tak łatwo da? I ty jeszcze chcesz ją szkolić!
- Jest jeszcze opcja, że się do nas dołączy.
Konan prychnęła.
- Ty chyba żartujesz! Albo Rinnengan ci do głowy uderza! ( No po prostu nie mogłam nie dodać śmiesznego zdania! < Na dodatek zapożyczonego od Ame >)
- Skończyłaś?- Zapytał nadal spokojny Lider.
- Tak!- Krzyknęła oburzona Konan i wyszła z gabinetu.
***
Godzina ósma. Pokój Tsuki.
- Tsuki- chaaaaaan!!!!- Do pokoju dziewczyny wpadł chłopak w pomarańczowej masce na twarzy, ciągle powtarzając jej imię. Tsuki, słysząc te wrzaski, momentalnie otworzyła oczy. Chwyciła kunaia leżącego na jej szafce nocnej, i ustała na łóżku w pozycji obronnej.
- Niech Tsuki- chan nie zrobi krzywdy Tobiemu! Bo Tobi to dobry chłopiec!- Przy tych słowach skulił się i osłonił głowę rękoma.
- Ktoś ty?- Warknęła Tsuki.
- Ja jestem Tobi, dobry chłopiec.
- Po coś tu przylazł?
- Ja miałem obudzić Tsuki- chan, i powiedzieć jej, że za pół godziny jest śniadanie, a po śniadaniu zebranie w Sali konferencyjnej.
- Skończyłeś?- Zapytała zdenerwowana Tsuki ( Nie lubi być budzona w taki sposób).
- Eee...- Zastanawiał się chłopak- To pytanie podchwytliwe?
- WON!
- Tobi już idzie won! Ale jak będzie, że Tobi nie powiedział o spotkaniu Tsuki- chan, to nie będzie Tobiego wina!- I wybiegł.
Dziewczyna spojrzała na zegarek. 8. 35. Umyła się( wszystkie potrzebne rzeczy miała w plecaku.) Ubrała się codzienne ciuchy ( Pełno siatek, Tsuki kocha siateczki!, Długą, czarną spódniczkę z cięciem na boku aż do ud i czarną koszulkę bez ramiączek zasłaniającą tylko biust oraz tradycyjne buty.) Znak Konochy przewiązała sobie w pasie, tak, aby wyglądał na pasek od spódnicy. Było za pięć dziewiąta, gdy wychodziła.
- No dobra- pomyślała Tsuki- Wyszłam, ale teraz nie wiem, gdzie iść. Zapukam do Deidary, może uda mi się go nie zdenerwować. I mam nadzieję, że jeszcze nie wyszedł.
Dziewczyna zapukała do jego pokoju.
- Tobi, idioto, mówiłem, że ja dziś nie chcę jeść śniadania, i żebyś nigdy mnie nie budził, w końcu mam budzik, ale do ciebie to jak grochem o...- Otworzył drzwi. Momentalnie jego wrzaski ustały, a na jego twarzy stopniowo złość przeobraziła się w zdziwienie i... Zawstydzenie?
Tsuki zlustrowała go od góry do dołu i... Od razu tego żałowała, albowiem Deidara był...W samych bokserkach! ( W ciemnoczerwonych, sexy bokserkach!).
- Och... Em... Yyy... Ja... Ja chciałam tylko zapytać, gdzie... Gdzie jest kuchnia...
- Eee... Na parterze, pierwsze drzwi na lewo, niunia, un. Cześć.- Wydusił wszystko na jednym oddechu, i zamknął jej drzwi przed nosem.
Gdy szok minął, dziewczyna zaczęła chichotać.
Powoli, po cichu, szła schodami. Znalazła się na korytarzu, tym tuż po tunelu. Stanęła przed drzwiami do kuchni. Zastanawiała się, czy wejść bez pukania, czy zapukać. Zdecydowała się nie pukać. W końcu ona tu mieszka.
Wzięła głęboki oddech, już złapała za klamek, gdy...Ktoś otworzył drzwi z drugiej strony. Dobrze, że nie otwierały się w stronę korytarza, bo Tsuki w takim przypadku pewnie zostałaby przewrócona.
W drzwiach stał wysoki mężczyzna, ubrany w płaszcz, z kanapką w reku. Miał zimne spojrzenie, i obojętny wyraz twarzy. Pod oczami można było zauważyć dwie charakterystyczne zmarszczki. Na czole widniał ochraniacz ze znakiem Konochy.
Tsuki od razu skojarzyła ta twarz- Uchiha Itachi!
W milczeniu minął ją, i ruszył ku schodom. Dziewczyna patrzyła aż znika na chodach. Następne weszła do kuchni.
Przy stole siedziało siedem osób, a jedna krzątała się przy kuchni, robiąc sobie kanapki. Na szczęście był to Tobi. Mogła się go wypytać o różne rzeczy. Podeszła do chłopaka i zapytała:
- Tobi, gdzie są talerzyki?
- Tu- wskazał na szafkę nad swoją głowa, smarując trzecią kromkę chleba masłem.
- A chleb?
- Tutaj- szafka obok tej z talerzykami.
- Dzięki.
- Tobi wie wszystko ^^
- Szczerze w to wierze, bo musisz być moim przewodnikiem.
- Tobi? Przewodnikiem?
- Tak- rzekła Tsuki, smarując sobie masłem kanapkę.- Opowiedzeń mi o tych kolesiach, którzy siedzą przy stole.
- Tobi to dobry chłopiec, wiec powie! Ta kobieta, co siedzi sama po wąskiej krawędzi stołu, to Konan, chyba Tsuki- chan ja już zna. Obok niej siedzą od prawej: Hidan- san, Kakazu- san, Zetsu- san, Sasori no Danna i Kisame- san.
- Hidan? Ten przystojny mężczyzna ze srebrnymi włosami?
- Czy on przystojny jest, to Tobi nie wie, Tobi nie zna się na TAKICH rzeczach, ale Tobi wie, ze ma srebrne włosy.
-Aha... E... Tobi ty robisz kanapki dla wszystkich?- Zapytała Tsuki, patrząc na talerz chłopaka.
- Nie, nikt Tobiego o to nie prosił.
- Ty sam to zjesz? Ile jest tych kanapek?- Pytała Dziewczyna ze zdziwieniem wlepiając wzrok na...
- 35 kromek chlebka z dżemem, paprykarzem, szynką i pasztetem ^^ ( liczba zaproponowana przez Ame^^)
- Ty... To zjesz!?
- No... Tobi jest głodny, wczoraj kolacji nie jadł.
- E... Czemu? Zabronili ci?
- Nie, nie! Tobi wczoraj trenował całe popołudnie, a gdy przyszedł do domu, to zdążył się tylko umyć, i od razu zasnął.
Tsuki zwróciła uwagę tylko na jeden wyraz. Dom. Tobi nazwał siedzibę Akatsuki domem. Czyżby tu nie było aż tak źle? A może Tobi miał taka straszną przeszłość, że wszystko poza nią było dla niego dobre?
Razem usiedli to stołu.
- Tsuki- chan niech tu nie siada, to miejsce Itachiego- san! Itachi- san nie lubi, gdy się go podsiada!
- Ale on przecież wyszedł...
- Tu każdy ma swoje miejsce. Tsuki- chan ma najbliżej lodówki.
Obydwoje usiedli. Miedzy Tobim, a Tsuki było wolne miejsce- krzesło Deidary. Nagle do Tsuki odezwał się Hidan:
- Eee... Tsuki, tak? Mogłabyś podać mi sok pomarańczowy z lodówki?
Tsuki odwróciła się, aby sięgnąć napój. Miała dziwne uczucie, że mężczyźni śmieją się za jaj plecami.
Podała dzban z sokiem Tobiemu, który podał go Hidanowi. Po chwili znowu zapytał:
- Tsuki, czy mogłabyś wyjąć mleko z lodówki i mi je podać? Sok jest nieświeży.
Dziewczyna powoli traciła cierpliwość, ponieważ teraz słyszała, jak oni chichoczą głośno i szeptają. Najpewniej z niej.
Już z trochę wścieka mina podała mleko srebrnowłosemu.
- Tsuki, podaj mi dżem truskawkowy, niskosłodzony z lodówki, bo ja nie sięgnie.
Tego dla dziewczyny było za wiele! Zebrawszy w sobie tyle spokoju, ile jeszcze miała, przestała słuchać śmiechu facetów, wyjęła z lodówki dżem, i postawiła go głośno przed mężczyzną.
- Dziękuję- odrzekł.
Tsuki posłała mu krzywy uśmiech.
- Żałosne...- Mruknął Sasori, i wyszedł.
Tsuki także już miała wyjść, ponieważ skończyła jeść swoje pięć kanapek.
- Tobi, gdzie sala konferencyjna?
- Tuz za kuchnią, Tsuki- chan. Właściwie to można by się już tam zbierać...- Połknął ostatnią kanapkę (wkładając ja sobie pod maskę, co wyglądało dość śmiesznie), i chwycił swój talerz. Po chwili namysłu, wziął także talerz Tsuki.
- Tobi zaniesie, bo Tobi jest dobrym chłopcem!
- Dzięki! ^^
Gdy Tobi zaniósł talerze do zlewozmywaka, razem z dziewczyną ruszył do sali konferencyjnej, na której miało odbyć się zebranie.
W sali znajdował się juz Sasori, Deidara i lider. Tsuki usiadła tam, gdzie Pein wskazał ręka, czyli koło Deidary, przy ścianie. Tsuki zrobiła to z niechęcią. Tak samo przyjął to chłopak. Nie miał, w która stronę odwrócić głowę- po prawej Sasori, po lewej Tsuki a na przeciw niego Itachi... Itachi, w którego oczy spojrzał tylko jeden raz. I zapewne jedyny. Wbił wzrok w ciemnobrązowy blat stołu, podpierając głowę na rękach.
Po chwili wszystkie miejsca były zajęte. Na przeciw Tsuki usiadł Kisame. Dziewczyna zauważyła, ze wszyscy oprócz niej i Tobiego maja płaszcze w czarne chmury- znak rozpoznawczy organizacji, a na palcach pierścienie.
- Na początku chciałbym przedstawić, prawdopodobnie, nową członkini Akatsuki. Tsuki, wstań- rzekł władczym tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Dziewczyna wstała. Po chwili usiadła.
- Tsuki Hara, 16 lat, wioska- Konoha, cel przyłączenia, większa moc...- Prawie niezauważalnie uśmiechnął się pod nosem.
- Dokładnie- Tsuki wiedziała, że się z niej śmiał. On NA PEWNO wiedział, że Tsuki ma inny powód dołączenia się do organizacji.
- Hm... Chciałem jeszcze dopowiedzieć, że jeżeli chcesz trenować przed walką z Hidanem, możesz to zrobić pod okiem Sasoriego.
Dziewczyna rzuciła okiem na Sasoriego.
- O mój Boże!- Pomyślała- Ile on ma lat?
- Raczej nie będę dziś trenowała. Natrenowałam się już rok, to mi wystarczy.
- Koniec zebrania- rzekł Pain.- Tylko to chciałem wam pokazać.
Wszyscy wstali i ruszyli ze swoich miejsc. Wszyscy pchali się na piętro. Tsuki tylko szybko zaczepiła Deidarę. Ten jednak nie był rozmowny ( A kto by chciał, po tym, jak ten ktoś najpierw widzi cię w samych bokserkach, a potem zachowuje się, jakby nic się nie stało).
- Gdzie są wszystkie środki potrzebne do sprzątania?
- W suszarni.
- A gdzie suszarnia?
- Na końcu korytarza na parterze po prawej- Przyspieszył kroku. Po chwili korytarzem szli tylko oni.
- Przepraszam- Deidara- za- to- co- było- rano!- Pisnęła jednym tchem zatrzasnęła drzwi od swojego pokoju. Nie zauważyła, że chłopak odwrócił się zdziwiony.
Oparła się o drzwi. Nie wiedzieć czemu zaczęła chichotać. Może przypomniał jej się Deidara w czerwonych bokserkach?
Zaczęła rozglądać się po pokoju. Nic nadzwyczajnego- szafa, regał, duże biurko, łóżku, łazienka z wanna, szafką, kabelkiem i umywalką... Wszystko brudne!
Zaczęła znosić z suszarni sprzęt- miotłę, mop, ścierki do wycierania kurzy, płyn do mycia okien i jakiś sprej do czyszczenia mebli. Na pierwszy ogień poszło łóżko- Tsuki zdjęła materac, wytrzepała go, potem, otworzyła lekko okno( padało), aby kurz wyleciał z pokoju. Gdy łóżko było znowu cacy, dziewczyna zajęła się biurkiem. Trochę jej się nudziło, więc odpieczętowała ze swojego małego zwoju poręcznego... Magnetofon oraz płyty CD. (!)
Pierwsza piosenka- Orange Range- Hanabi.
Czyściła biurko ścierkami do kurzu i tym sprejem, łapczywie słuchając muzyki. Teksty piosenek jej nie obchodziły- obchodził ja tylko rytm i muzyka( Jakbyście sobie wyobrażali piosenkę o miłości i walkę przy niej?)
Miała nadzieje, ze te ściany są dźwiękoszczelne xD
Słuchała tych piosenek już z pół godziny, sprzątnęła cały pokój. Jeszcze chwile grzebała przy szafie, potem chciała zabrać się za łazienkę. Nie zauważyła, że do jej pokoju wszedł Sasori, szybkim krokiem podszedł do odtwarzacza, wyłączył go, i warknął:
- Nienawidzę czekać, a czekałem z pięć minut.
Tsuki zamurowało w podłogę. Spojrzała dziwnie na tego…młodzieńca. Miał może 14 lat, a nawet mniej. Zapytała się go:
- Eee… chciałeś coś… Sasori? Tak?
- Więcej szacunku!
-Eee... Tylko tyle? Spoko, a teraz wyjdź, chce sprzątnąć, i się rozpakować.
- Czy ty słyszałaś, co do ciebie powiedziałem?- Wycedził przez zęby. Jaki niemiły >< - Więcej SZACUNKU!
- Słuchaj, czy ty nie przesadzasz? Przychodzisz tu, żądasz więcej szacunku, i na dodatek jesteś młodszy ode mnie! Won mi stad, ale już, szczeniaku!
- Przesadziłaś, niunia, un... - Powiedział znudzony głos zza drzwi pokoju.- Teraz sobie popatrzę, jak walczysz o życie, un... Hehehe... Coś fajnego, dla odmiany...
- Ty...- Nie dokończyła, bo walnęła z wielką mocą w ścianę obok okna. O nie, tego za wiele, ja im pokaże moją moc!- Pomyślała.
- Żelazne dłonie no Jutsu!
Niech ten gówniarz się mnie boi!- Pomyślała dziewczyna.
Chłopak zaczął strzelać w nią nitkami chakry. Ale z mojego ciała wypływała chakra, otaczając mnie. Skoczyła ku zdziwionemu Sasoriemu. Już miała mu przywalić, gdy poczuła, ze jej ciało staje się dziwnie osłabione... Upadłaby, gdyby nie pomocne ręce Deidary.
- Nie dotykaj mnie!- Warknęła, jednak nic nie robiąc, była cała porażona, nie mogła się ruszyć, a żeby przywołać chakrę Nekomeku, musiałaby wykonać pieczęć tygrysa.
- Kurde, niech tylko moja chakra powróci to normalnego rytmu, juz ja ci skopie tyłek!- Krzyknęła, jednak nie tak głośno, ponieważ zmęczenie się odzywało.
- Mi skopiesz tyłek?- Rzekł Lider, także wchodząc do pokoju.
- Tobie raczej nie...- Mruknęła, a widząc spojrzenie Peina, dodała szybko- Liderze.
- I dobrze. Sasori, Deidara, wyjdźcie.
Tsuki zrobiła wielkie oczy. On ją tutaj zabije! Albo zgwałci, albo oskalpuje, albo... Bóg wie, co jeszcze! Może nawet wykastrować!... O.o
- Chciałem tylko powiedzieć, że Sasori jest dużo starszy od ciebie, chociaż na takiego nie wygląda- To o to tyle krzyku?- Acha, i chciał ci pomóc w treningu, ale widzę, że sprzątasz...- Już chciał wyjść.
- Ej, LIDERZE. Nie zapomniałeś o czymś?
- Ach, no tak...
Lider uwolnił Jutsu - i wyszedł
Tsuki znowu włączyła odtwarzacz i zaczęła sprzątać łazienkę. Muzyka szybko poprawiła jej nastrój.
- Został już tylko kibel...- Jęknęła zmęczona dziewczyna, zakładając gumowe rękawiczki.
Chwyciła szczotkę, i zaczęła szorować najpierw miejsca mało dostępne. Nagle z jednej ze szczelin wypadł...
- A co to za zwój?- Pomyślała Tsuki.


Ta- dam! Ciekawi następnej notki? Kochacie, poczekacie xD

Kyumi- chan 4/10/2008 22:21:14 [komentarzy 3] Komentuj

2. Z powrotu do domu nici. Misja: Szpieg Akatsuki.

Nocia for Chiro Yakushi ^^!


Szli trochę długo, jakieś dziesięć minut. Za nimi Konan I Deidara. Ten tunel był wilgotny, dopiero pod koniec zaczął wyglądać sucho. Na końcu tunelu widniały drzwi. Lider nawet ich nie dotknął, a się otworzyły. Cała czwórka wkroczyła do... Zwykłego domu z oknami, za którymi lał deszcz. Szli dalej, aż do schodów, znajdujących się na końcu korytarza. Jedne prowadziły na piętro, drugie do piwnicy. Tsuki, Lider i Konan ruszyli do piwnicy, A Deidara na piętro. Mimo, iż Tsuki go nie nawiedziła, chciała, aby poszedł z nimi. Głównie dlatego, że tylko jego się nie bała, a przy Konan i Peinowi, dostawała gęsiej skórki. Chłopak jeszcze ją dobił, szepcząc:
- Powodzenia, niunia, un!- I szybko pobiegło schodami na górę.
Tsuki szła za dwojga ludzi w milczeniu. Miała dziwne przeczucie, że kobieta jakoś podejrzliwie jej się przygląda. Nagle mężczyzna rzucił w nią kunaiem, ale Tsuki zwinnie go ominęła. Kunai trafił w ścianę.
Dziewczyna spojrzała pytającym wzrokiem na Peina.
- Chciałem tylko sprawdzić, czy przyjmujemy do naszej organizacji dobrych Ninja- Rzekł Lider. Wcale się nie tłumacząc, tylko oznajmując.
Z pięć minut nadal szli korytarzem, Tsuki już bardziej uważna, czy aby lider jeszcze raz nie chciałby sprawdzić jej refleksu. W końcu doszli do drzwi z żelaza. Otworzyły się. Same. Trójka osób weszła do gabinetu.
Pein usiadł za biurkiem, Konan stanęła za nim, a dziewczyna stała przed stolikiem.
- Jednak zdecydowałaś się do nas dołączyć- zaczął rozmowę Lider.
- Tak.
- Mogę wiedzieć, dlaczego?
Tsuki już wcześniej ułożyła sobie bajeczkę.
- Jestem tu, ponieważ pragnę mocy. Chcę być najsilniejszą kunoichi na całym świecie. A poza tym mam inny cel- znaleźć Sasuke Uchiha. Bez mocy go nie znajdę.
- Dlaczego chcesz go znaleźć?- Mężczyzna drążył temat.
- Nie chcę, aby Sasuke połączył się z Orochimaru. Ty chyba tez tego nie chcesz, prawda?
- Jeżeli chcesz należeć do naszej organizacji, powinnaś zwracać się do mnie Liderze.
- Hai.
- Jest jeszcze jedna sprawa. Chciałbym sprawdzić twoje umiejętności, oraz jak bardzo panujesz nad swoim demonem.
- Będę walczyła z tobą... Liderze?- Dodała szybko, chwilowo się zapominając.
- Nie. To będzie walka na śmierć i życie, bynajmniej na twoją śmierć, bo osoba, z którą będziesz walczyć, jest nieśmiertelna.
- Więc... Kiedy walka się zakończy?
- W tedy, gdy Hidan będzie już miał dość, lub w tedy, gdy nie będzie mógł się poruszyć. Albo, gdy ty umrzesz.
- Hidan? Tak ma na imię mój przeciwnik?
- Tak. Walka odbędzie się jutro wieczorem. Masz cały dzień, aby trenować. Nie możesz pytać się o umiejętności Hidana, inaczej uznam, że przegrałaś walkę. Zrozumiałaś?
- Tak.
- To dobrze. A teraz Konan pokaże ci twój pokój.
Razem z Konan Tsuki wyszła z gabinetu. Szły tym samym korytarzem, którym szli od schodów. Doszły do nich. Konan zaczęła się wspinać. Najpierw na parter. Potem na piętro. Na piętrze był tylko wąski korytarzyk z ośmiorgiem drzwi.
- Twój pokój jest na końcu, naprzeciw Deidary i obok Sasoriego. Tu są też pokoje Itachiego, Kisame, Tobiego, Kakazu i Hidana. Mój pokój jest na parterze, a gdzie jest pokuj Peina nie musisz wiedzieć.
- Chcesz tą tajemnice zachować dla siebie?- Zapytała Tsuki.
- S- słucham?- Tsuki po raz pierwszy widzi, aby Konan była zaskoczona.
- To... To ty nie jesteś jego żoną?
- O- oczywiście, że nie.- Zająknęła się kobieta.
- To... Dlaczego mówisz do Lidera Pein? Czyżby praktycznie ten nakaz nie jest wywiązywany?
- Nie, tylko ja mogę mówić do Peina po imieniu, bo znam go najdłużej.- Konan już robiła się zdenerwowana.
- Od jak długiego czasu się znacie?
- Nie twój interes!- Warknęła Konan. – Tu jest twój pokój- zapaliła światło- Trzeba w nim posprzątać.
- Ale... Czemu na tych drzwiach wisi tabliczka z imieniem Orochimaru? Czyżby...
-Tak. Tu jest twój plecak. Rano około godziny ósmej przyjdzie ktoś, aby cię obudzić. Dobranoc.- Konan wyszła.
Tsuki rozejrzała się po pokoju. Jutro nie miała zamiaru trenować, nie musiała. Jutro zabierze się za sprzątanie pokoju.
Wyjęła z plecaka swoją piżamę, rozpuściła włosy. Nie położyła się jednak na łóżko, usiadła na krzesło. Bała się. Bała się łóżka, w którym możliwe kiedyś sypiał Orochimaru. Nagle ktoś zapukał do jej pokoju.
- Proszę- Rzekła Tsuki niepewnie. Do pokoju Tsuki wszedł... Deidara. Już w szlafroku, także z rozpuszczonymi włosami, a na twarzy nie miał już swojego urządzenia.
- Przyszedłem z nową pościelą, niunia, un. Nie radzę tego robić!- Powiedział, widząc jak pięść Tsuki rwie się do uderzenia.- Mam dla ciebie radę. Chodzi mi o walkę z Hidanem, un.
Tsuki wstała z krzesła.
- O nie! Nie ma mowy! Ty mi powiesz, a potem Lider nie uzna walki!
- Nie prawda, niunia, un. Lider powiedział, że nie możesz się pytać o Hidana, un. Ale nic nie mówił o tym, ze my nie możemy ci o nim mówić.
- A... Ty skąd właściwie wiesz, o czym my rozmawialiśmy, co?
- Cóż, wiem nawet więcej, niż się spodziewasz. A oto moja rada- nie pozwól, aby Hidan cię zranił.
- Phi, tez mi rada!
- Ostrzegałem, więcej ci nie powiem- położył pościel na krześle, na którym wcześniej opuszczonego przez Dziewczynę.- Dobranoc, niunia, un.
- Dobranoc, dobranoc...- Burknęła.
Zmieniła pościel, starą wrzuciła do łazienki( Własnej! Z wanną!). Położyła się spać. Szybko zasnęła. Miała nadzieję, że dziś przyśni jej się ta walka.


END! ^^

Kyumi- chan 18/09/2008 19:15:11 [komentarzy 3] Komentuj

1. Koniec treningu, pora wrócić... Cz. 2.

Nocia for Ame :*


Następnego dnia.
- O kurcze, już rano- Tsuki rozciągnęła się jak kotka- muszę spadać do Konohy!
Zjadła szybko śniadanie i wykonała Jutsu Skrzydeł niebieskiego ptaka. Wzbiła się w powietrze, i leciała.
Trwało to cztery dni. Pod wieczór tego dnia była już u bram Konochy. Dziewczyna jednak chciała wejść tam niesłyszalnie, tak, aby Tsunade tylko wiedziała. Nie trzeba więcej świadkowi, Piąta powie o tym właściwym osobom.
Wykonała Jutsu niewidzialności. Jednak przez ułamek sekundy myślała, że strażnicy ją widzą.
Doszła do rezydencji Hokage. Weszła cicho po schodach, nadal niewidzialna. Postanowiła najpierw zobaczyć, czy Tsunade jest w swoim biurze.
Była, spała na papierach.
Tsuki lekko szturchnęła kobietą, jednak to nic nie dawało. Zaczęła ją tak szturchać coraz mocniej, aż w końcu się obudziła.
- Shizune! Mówiłam, nie wchodzić, pracuję do późna!- Krzyknęła Hokage.
- Ciii!- Szepnęła Tsuki, i zdjęła z siebie Jutsu niewidzialności.
- Tsuki! To ty! Minął dopiero rok i sześć miesięcy, jesteś dość...- Tsuki zatkała kobiecie usta.
- Tsunade- sama! Cicho! Ja mam sprawę! Bardzo ważną!
Tsunade spoważniała, i ucichła.
- Kontynuuj- rzekła tylko.
- Widzisz. To jest wręcz propozycja nie do odrzucenia. Mianowicie, Akatsuki aż się prosi o to, aby ich szpiegować. Słuchaj, Piąta, oni chcą, abym ja do nich dołączyła! Myślę, że to idealny sposób szpiegowania ich, a ty? Ja mogę się zgodzić wstąpić do ich organizacji...
- Oszalałaś!?- Przerwała jej nagle Tsunade.- Jesteś jeszcze dzieckiem! Masz zaledwie 16 lat! A poza tym, nie jesteś nawet Ninja rangi chunin!
- Tsunade!- Warknęła Tsuki- Czy ty myślisz, że ja podczas mojego treningu nic nie robiłam? Podróżując, znalazłam świetną sensei, musisz ją znać, Orime Sora.
Tsunade opadła szczęka
- O- ona dawała ci lekcje!? Ta mistrzyni ninjutsu i taijutsu!? ONA!!??
- Tak, a poza tym mam jeszcze jedną wiadomość. Ja... ja od razu mówię, że Orime, choć ma zwariowane pomysły, do niczego mnie nie zmuszała! To była moja decyzja! Ja chciałam tylko mu pomóc!
- Ale wytłumacz mi, o co ci chodzi, bo cię nie rozumiem!
- Mam w sobie demona.
Zapadła cisza.
- Ż- że co? De- demona? Jakiego?
- Nekomeku.
Tsunade zakryła usta dłonią. Po chwili, nadal nie odkrywając dłoni, wyszeptała:
- Czym go przekupiłaś?
- Ja? Niczym. On po prostu chciał mieć swojego Nosiciela, samotność bardzo go bolała. I poza tym, chciał umrzeć.
- Przecież... Demony nie umierają.
- Ten może, jeżeli ma swojego Nosiciela. Umrze wraz ze mną. Nie można go ze mną wyciągnąć w żaden sposób. Poza tym Nekomeku powiedział, że odda mi swoją chakrę, jeżeli będę jego Nosicielką.
- Ale... Nekomeku ma taki sam poziom chakry, co Kyuubi! Czyli...
-... Nieskończoną ilość, wiem. Ale ja przyszłam w całkiem innej sprawie. Powiedz tylko, czy mogę wziąć tą misje.
Zapadła cisza. Tsunade z pięć minut się wahała. Potem wstała, odwróciła się plecami do dziewczyny, i rzekła:
- To bardzo niebezpieczna misja, i mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę. Jeżeli jesteś pewna, to idź. I... Mam do ciebie prośbę. Gdy będziesz odchodziła, zabij tylu członków Akatsuki, ile ci się uda! Zrozumiałaś?
- Hai!
Tsuki od razu ruszyła w drogę. Musiała wyjść Wschodnią Bramą. Użyła Jutsu niewidzialności, i popędziła ku Dolinie Końca. Po jakimś kilometrze uznała, że musi odpocząć, w końcu była godzina dwunasta w nocy. Postanowiła przespać się sześć godzin, i ruszyć w dalszą drogę.
***
Dolina Końca... Madara i Shodai... Pomiędzy nimi wodospad. To tutaj, jak mówił Naruto, on i Sasuke rozegrali walkę.
- Przybyłaś wcześniej, niż się spodziewaliśmy, un- Usłyszała męski głos za plecami. Odwróciła się. Ku niej szedł mężczyzna i kobieta- te same osoby, co wcześniej. Tsuki wiedziała, że teraz jednak są sami, wtedy Tsuki czuła jeszcze inne rodzaje chakry, teraz tylko ich. Milcząc, ruszyła za dwójką.
- Ale ciężko się chodzi po lasach, un. Może jednak panie wolałyby się przelecieć na glinianym ptaku, un? Będzie szybciej.
- Ja skorzystam- rzekła znudzonym głosem Konan.
- A ja nie.
- A dlaczego, niunia, un?
Tsuki... Zaczęła się wściekać.
- Jak... Mnie...Nazwałeś?- Wycedziła jeszcze spokojnie przez zęby Tsuki.
- Ja, jak miałem ciebie nazwać, niunia, un?
- Właśnie tak!- Tsuki uderzyła chłopaka w brzuch. Ten odleciał o jakieś dziesięć metrów od niej. Konan, która już siedziała na ptaku, przyglądała się scenie znudzonym wzrokiem.
- Czy... Czy ty zwariowałaś, niunia, un!?
- Nie nazywaj mnie „Niunia”, albo oberwiesz gorzej!
- Nie przestanę, niunia, un!- Chłopak wskoczył na ptaka, i wzbił się w górę. Tsuki, mając dość słowa niunia, wykonała Jutsu niebieskiego ptaka, i leciała 400m od niego.
Pod wieczór, Deidara zaczął się zbliżać do niej. Ta chciała odlecieć, ale Deidara gestami pokazywał, żeby się nie oddalała.
- Zaraz kończymy lot, niunia, un.
Deidara miał szczęście, że Tsuki była dziesięć metrów od niego, bo inaczej dostałby w łeb od niej, co mogłoby się skończyć niewygodnym wypadkiem. Tsuki od razu zanotowała sobie w pamięci, że gdy będzie odchodzić, tego najbardziej będzie męczyć.
Zaczął padać deszcz, a Tsuki w gąszczu kropel zauważyła, że przed nimi jest... Miasto! Duże miasto z wieloma elementami z drutów i innych, żelazno-podobnych rzeczy. W końcu musiała trochę zbliżyć lot do Deidary, nie chciała się zgubić, a poza tym nie miała żadnego kaptura, czy czegokolwiek, żeby zakryć głowę, więc leciała pod nim.
W końcu zauważyła jakąś czarną dziurę przed sobą. Już miała przestać ufać Deidare i skręcić, gdy uświadomiła sobie, że ta czarna dziura to prze wielki tunel.
Wylądowali.
- No, niunia, un, teraz musisz porozmawiać z Liderem.
Tsuki gościa zabiłaby, gdyby nie mężczyzna, który emanował wyższością. Tsuki miała uczucia, że musi przy nim być poważna.
- Chodź za mną- rzekł, a jego głos potoczył się tunelem. Tsuki posłusznie ruszyła w głąb korytarza, za Liderem.


Simprajs XDDD

Kyumi- chan 14/09/2008 01:41:59 [komentarzy 2] Komentuj

1. Koniec treningu, pora wrócić... Cz. 1.

Na najwyższym budynku Ame- Gakure.
- Macie?
-Tak.
-Dobrze. Orochimaru słabnie. Ten idiota pozwolił się wkraść piątce ludzi do swojej bazy. A wiesz, kiedy wyrusza ta Jinjuriki?
- Tak, jutro, o czternastej. Ale, Pein, czy to...
-Tak, Konan. To najlepszy sposób. I nie zmienisz mojego zdania- rzekł rudy mężczyzna, stojąc na balkonie tyłem do niebiesko- włosej kobiety. Ta, zrezygnowana próbami przekonania mężczyzny, chciała wyjść, lecz ten jeszcze rzucił-
- I powiedz wszystkim, żeby jutro stawili się o godzinie dziesiątej w moim biurze.
- Hai- powiedziała Konan.
Mężczyzna jeszcze chwilę patrzył na widok swojego imperium z balkonu. Po kilku minutach jednak zaszył się w swoim gabinecie.
Tymczasem gdzieś w Wiosce Nieba ( Sora Gakure).
- Orime- sensei, jutro już wyjeżdżam- rzekła czarno- włosa dziewczyna. Gdzieniegdzie siwe pasma przecinały jej fryzurę.
- Tak, wiem, Yurame mnie powiadomiła. Czeka cię długa droga, zanim dojdziesz do Konohy. Dasz radę?
- Orime- sensei!- Wykrzyknęła dziewczyna z wyrzutem- Ja nie jestem bezbronna! Przecież wiesz! A poza tym... Zresztą...- Czarnowłosej do niebieskich oczu ciskały się łzy.
- Tsuki!- Skarciła ją Orime- na łzy przyjdzie pora jutro. Teraz możemy się jeszcze... Hm, bawić?
- Masz jakieś konkrety do zaproponowania?- Zapytała zaciekawiona Tsuki.
-Pomyślmy... Nocny piknik? Jest lato, noce są ciepłe...
-Piknik? Super!
- A więc ustalone! Yurame!- Zawołała do swojej pomocnicy- Bierzemy koce, żarcie, muzykę, i idziemy nad jezioro!
- Hai!- Odpowiedziała wesoło dziewczyna.
Godzina dziesiąta, biuro lidera organizacji Akatsuki.
***

-Wiecie, co macie robić. Do niej wyjdzie tylko Deidara i Konan. Reszta schowana. Jeżeli powie „nie”, atakujecie, i zaciągacie siłą. Jeżeli „tak”, to sprawa prosta. Jeżeli padnie odpowiedź „zastanowię się”, dajecie tydzień czasu. Miejsce sami wymyślcie. Zrozumiano?
- Ale... Przecież to bez sensu, un!- Wykrzyknął blond- włosy chłopak.- To raczej jasne, że powie „zastanowię się”, szybko poleci to wioski, i będzie szpiegować dla Tsunade!
- To jest nieważne, przecież i tak ją zabijemy, nie będzie wiedziała nawet kiedy. Koniec dyskusji. Biegnijcie już po nią, bo wam umknie.
- Hai!
***

Godzina czternasta, południowa brama wyjściowa Wioski Nieba.
- Byłaś wspaniałą uczennicą, Tsuki. Byłaś uczynna, dbałaś o trening, ale czasem mnie wkurzałaś.
- Ty mnie też, Orime- sensei.
- A więc, już musimy się żegnać...- Szepnęła Orime.
- Seyonara, Orime- sensei- jęknęła płaczliwie dziewczyna.- Ale! Obiecaj mi coś!
- Tak?
- Obiecaj, że kiedyś przyjdziesz do Konohy!
- Oczywiście, kiedyś cię odwiedzę, żeby zobaczyć, jak sobie radzisz! Ale jestem pewna, że swoją siłą dorównujesz, a nawet prześcigasz Tsunade!
- Sprawdzę to! Zmierzę się z nią na ręce!
Zapadła niezręczna cisza.
- Więc... Pa...- Ostatni raz powiedziała Tsuki i odwróciła się, żeby jej sensei nie widziała łez spływających po policzkach.
Po kilku kilometrach drogi, gdzie już nie było widać bramy, przestała płakać. Wiedziała, co za chwile nastąpi.
- To ona- Szepnęła Konan do blond chłopaka.
- Wiem. Idziemy.
Konan i Deidara stanęli naprzeciwko dziewczyny. Ona się ich nie bała. Ona po prostu WIEDZIAŁA, co się za chwile stanie.
- Czego chcecie?
- Ciebie- rzekła kobieta.
- Nie jestem na sprzedaż.
- Nie chcemy cię kupić, chcemy, żebyś dołączyła do naszej organizacji- wyjaśnił chłopak.
- A co jeżeli powiem nie?
- Zaciągniemy cię siłą- rzekła kobieta.
- W takim razie zastanowię się.
- Jak chcesz. Masz tydzień czasu. Przyjdź do Doliny Końca, o pierwszej w nocy- Rzekła niebiesko- włosa.
W Tsuki obudziły się wspomnienia. Dolina Końca... Pieprzony Sasuke! Tsuki jakoś nigdy nie pałała do niego sympatią, więc strasznie się wkurzyła, gdy się dowiedziała, że jest z nim w drużynie. On także jej nie lubił. Zawsze się z nią ścigał o pierwsze miejsce w nauce. Ale ona zawsze była lepsza...
I na tym poziomie nie zaprzestała.
Oczywiście, szukała go, ale tylko dlatego, żeby Orochimaru nie połączył sił Sasuke z jego własną, bo Sasuke Uchiha plus Orochimaru równa się zło czystej postaci.
Wspomnienia tak nią zawładnęły, że nawet nie zauważyła, gdy Ninja sobie poszli.
I w tejże chwili do głowy dziewczyny wpadła chytra sztuczka, wymagająca trochę poświęcenia z jej strony.
- Muszę się pospieszyć, mam nadzieję, że Tsunade się zgodzi- Pomyślała i wykonała Jutsu znane tylko przez nią.
- Ptak, Tygrys, Ptak. Skrzydła niebieskiego Ptaka no Jutsu!- Wykrzyknęła i w tej samej chwili z jej łopatek wystrzeliły wielkie skrzydła koloru elektrycznej niebieskości.

Wzbiła się w gorę, i zaczęła lecieć prosto na południe, do Konochy...
Wiedziała, że tak będzie... Te prorocze sny... Ale w ogóle nie dawała po sobie poznać, że wie, co się za chwile stanie. A poza tym, te sny śniły jej się strasznie rzadko, raz na miesiąc. I nie zawsze śniły jej się ważne sprawy, czasem tylko banały, na przykład to, co zje na obiad danego dnia, albo, kiedy Orime- sensei znowu założy te okropne, żółte kimono.
- Zapada zmrok, chyba się prześpię. Jestem zmęczona, cały dzień leciałam...- pomyślała Tsuki, i wylądowała na polanie.-Mam jeszcze sześć dni, do Konochy będę leciała, więc dodrę szybciej. I muszę zrezygnować z postoju w Suna- Gakure. Więc to jakieś cztery dni, nie licząc tego. Z Konohy do Doliny Końca będą jakieś dwa dni, więc cały tydzień zapchany... ale zdążę...- Dziewczyna skończyła obliczać w myślach. Wyciągnęła namiot, rozłożyła go, położyła się i zasnęła.


Pierwsza część pierwszej noci XDD Zadowoleni? Tak? To zajebiście XDD Pozdroffelki XD

Kyumi- chan 13/09/2008 13:43:29 [komentarzy 3] Komentuj





Dodaj do Ulubionych


2928


Strona Główna
tsuki-hara
Tsuki's live in Akatsuki...


Ksiega Gości[3]
Dodaj do Księgi


Profil Tsuki na naszej klasie XDDD
Plany budynku organizacji
Parter
Piętro
Piwnica









2008
Grudzień
Październik
Wrzesień






Made by Hino
Only in blog4u.pl